Zagubieni w kosmosie

przez dn.18 kwietnia 2018
 

“Lost in Space”, czyli serial o ludziach, którzy zagubili się w kosmicznej nieskończoności, przywołuje na myśl produkcję “Lost” o podobnym nieszczęściu, które wydarzyło się na Ziemi. Najnowsi “Zagubieni” nie mają powodów do wstydu, chociaż przyznać trzeba, że nie jest to produkcja najwyższych lotów. Uwzględniając jednak fakt, że podjęto się zrealizowania tej historii po raz trzeci, efekt jest raczej zadowalający. Po współczesnych nam rozwiązaniach oczekujemy więcej niż w latach 1965-1968 (serial “Zagubieni w kosmosie”) i w roku 1998 (film o tym samym tytule) – nasze pragnienia z końcem dziesiątego odcinka powinny zostać zaspokojone.
 

Obraz “jutra”. Ziemia przyszłości niemal do cna zniszczona przez człowieka. Jedyną nadzieją staje się ekspansja i próba zasiedlenia jednej z odległych planet – w tym przypadku w układzie Alfa Centauri. Na pokład Śmiałka (ang. Resolute), statku przemierzającego kosmos w zawrotnym tempie, zostaną jednak wpuszczeni wyłącznie ci, którzy z sukcesem zakończą wszystkie niezbędne testy – psychiczne i fizyczne. Tak znakomicie dobrana załoga powinna zapoczątkować utopijną społeczność na nowej planecie. Jak łatwo się domyślić, żeby zagubić się w kosmosie, coś musi pójść nie tak. W przypadku naszych kolonistów jest to bliżej nieokreślony atak na Śmiałka. Większość rodzin ewakuuje się do swoich statków – Jowiszów – jednak jedna z nich, Robinsonowie, swoim Jowiszem rozbijają się na jednej z nieznanych planet. Będą musieli dołożyć starań, aby ujść z tej katastrofy z życiem. Czy odnajdą innych rozbitków? Czy wrócą na Śmiałka? Czy trudna sytuacja, w której się znaleźli, zacieśni ich podupadające więzi rodzinne? Jaką rolę w tej tragedii odegra bezimienny robot?
 

Efekty specjalne na miarę XXI wieku.
To jedno zdanie, które podsumowuje warstwę obrazową. Dobre zdjęcia, widoki przyjemne dla oka, a chwilami nawet fascynujące i intrygujące. Różnorodność warunków atmosferycznych mogłaby stanowić wyzwanie, jednak twórcy zręcznie sobie z nią radzą i udowadniają, że tego rodzaju efekty są dla nich jak bułka z masłem. Słusznie – w końcu 2018 rok zobowiązuje…
Jeżeli wyczekujesz scen z udziałem pozaziemskiej technologii, będziesz raczej rozczarowany – serial powstał na podobieństwo dawnych produkcji sci-fi – zatem więcej w nim “old” fiction, aniżeli science. Fiction zrobionej ze smakiem, ale jednak dość oszczędnie. Nie można mieć tego za złe – wybrany przez twórców gatunek w jednych kwestiach daje im wolną rękę, w innych konsekwentnie ogranicza. Przypomina to jednak o tym, że “Zagubieni w kosmosie” to przede wszystkim film familijny, a dopiero w drugiej kolejności sci-fi – jest to więc familijne sci-fi, w którym nie uświadczysz morza namiętności, przelotnych romansów, scen erotycznych i krwawych morderstw z wyrywaniem flaków… To film do bólu dbający o estetykę i próbujący umoralniać, chociaż wielokrotnie niespecjalnie kończy się to powodzeniem.
 

Błędy i naukowe anomalie.
Wielu widzów, którzy zapoznali się z najnowszym wydaniem przygód rodziny Robinsonów, zarzuca im infantylność, scenarzystom głupotę i brak konsekwencji, zaś producentom pozwolenie na zrobienie filmu niższego sortu. Pod wieloma względami nie sposób obalić te opinie, bowiem nie ma w nich krzty przesady – dialogi bywają drętwe, bohaterowie słabo zbudowani, aktorskie umiejętności są przeciętne, a dziury w scenariuszu aż ranią oczy i… rozum. Pomimo to warto pamiętać o założeniu film – miał to być familijny film sci-fi. Przy uwzględnieniu tego kryterium wszystkie wymienione wyżej zarzuty przestają mieć tak duże znaczenie – “tak duże”, czyli wciąż rażą nasze wymagające umysły, ale zagryzamy zęby i oglądamy ten potok niedorzeczności dalej. Familijne produkcje tego typu cechuje pewnego rodzaju nielogiczność i brak oszałamiających wrażeń – są równe, z lekka usypiające, a prezentowane rozwiązania często absurdalne. Bohaterowie popełniają niepotrzebne błędy, wytrwale pracują nad siłą charakteru, a tok akcji za wszelką cenę próbuje udowodnić, że każda osoba może się zmienić, nawet jeśli będzie to robiła nie do końca świadomie.
 

Ciąg dalszy nastąpi.
Zakończenie ostatniego odcinka pierwszego sezonu nie pozostawia złudzeń – drugi sezon nadejdzie. Na tę chwilę trudno orzec, czy będzie to rok 2019, czy 2020, jednak z pewnością poznamy dalsze przygody rodziny Robinsonów.

 


 

PLUSY

+ smaczne efekty

+ scenografia

+ muzyka

+ komunikacja bezimiennego robota

+ produkcja w starym stylu familijnego sci-fi - bez przelotnych romansów skąpanych w morzu namiętności i ton lejącej się krwi

+ frustrujący czarny charakter

+ udane przeniesienie wersji z lat 60. i 90. do obecnych czasów
+ można obejrzeć w rodzinnym gronie

+ kolejny niezły serial od Netflixa


MINUSY

- fabularnie wielokrotnie niedorzeczny i mało wiarygodny

- mała ilość fauny

- oczekiwałam czegoś więcej od Molly Parker (znanej m.in. z “House of Cards”) 

- aktorsko przeciętny

- postać Willa Robinsona…

- słabo zbudowany czarny charakter

- bohaterowie popełniający głupie błędy - pomimo braku odpowiedniego przygotowania do podobnego im życia nie podjęlibyśmy tak bezsensownych decyzji…

- niezwykle zgrabnie zrobiony, lecz niewiele sobą reprezentujący


Ocena recenzenta
OCENA
6.3


Bądź pierwszym, który skomentuje
 
Zostaw odpowiedź»

 

Zostaw odpowiedź