FILMTOPIA POLECA

Wojna o planetę małp

przez dn.4 sierpnia 2017
 

Trailer „Wojny o planetę małp” zapowiadał film pełen wartkiej akcji, pogoni, ucieczek, strzelania i licznych ofiar po obu stronach konfliktu. Okazuje się jednak, że jest on o wiele bardziej refleksyjny, a jego wymowa i nietuzinkowość zdecydowanie odstaje od konkurencyjnych produkcji ostatnich miesięcy. Film wbrew pozorom trudny, zmuszający do myślenia i umożliwiający wielość interpretacji mimo jasno zarysowanej fabuły. Emocjonalny, poruszający. Spełniając założenia twórców, z kina wyjdziecie zmęczeni – albo z powodu upojenia swym katharsis, albo usilnym bronieniem się przed nim podczas ponaddwugodzinnego seansu.
 

„Wojna o planetę małp” opowiada o rywalizacji dwóch gatunków, które kiedyś miały sposobność życia w symbiozie – frakcji ludzi znanej jako „Alpha-Omega”, przewodzonej przez Pułkownika (w tej roli Woody Harrelson) i małp pod wodzą Caesara (Andy Serkis). Gdy ewolucja napotkała na problemy i ludziom przyszło się zmierzyć z wirusem wywołującym degenerację wysoko rozwiniętych organizmów (m.in. ich uwstecznienie poznawcze i komunikacyjne), zaś rozwój małp nabrał rozpędu, pewne było, że współistnienie obu grup stanie pod znakiem zapytania. Chcąc zapewnić sobie spokojny żywot, ludzie i małpy stanęli do walki – jedni broniąc się przed drugimi. Niezależnie od tego, kiedy, co lub kto przyczynił się do wybuchu wojny, była ona kontynuowana z powodu wzajemnego lęku i woli życia. Jak to zawsze ma miejsce w przypadku ludzi, ich chęć przetrwania skutkowała pozbawianiem życia innych istnień. Logiczne. Jak zawsze… „Chcesz żyć? Odbierz życie komuś innemu”…
 

Mimo iż już sam tytuł filmu nastawia nas na wojnę dwóch gatunków i oczyma wyobraźni widzimy walkę z prawdziwego zdarzenia, to jednak centrum produkcji zostaje zbudowane wokół psychologicznych i emocjonalnych aspektów tego konfliktu. Pierwsze sceny faktycznie zaspokajają nasze oczekiwania (wynikające chociażby z trailera) – trochę strzelanki, wybuchów i masowo kładących się trupów. To jednak szybko się kończy i ustępuje miejsca budowaniu relacji człowiek-małpa, małpa-małpa i człowiek-człowiek. Relacji tak skomplikowanych i różnokolorowych, że aż trudnych do zrozumienia. Należy do nich również związek Pułkownika i Caesara, który niebywale przez cały nasz seans ewoluuje… Z jednej strony zmiany te są zatrważające, z drugiej zaś przypominają o nieprawdopodobnej złożoności natury i odczuć ludzi (rozumianych w tym miejscu również jako małpy). Fabularnie to jeden z lepiej przemyślanych i opowiedzianych tegorocznych filmów. W niebanalny sposób zmusza widza do myślenia w równie niebanalnych kategoriach. W wielu miejscach scenarzyści, Mark Bomback i Matt Reeves (będący również reżyserem tej produkcji), pozostawili nam otwarte okna do wielości interpretacji – mam na myśli chociażby kwestię samego zakończenia i ostatecznej walki ludzi Pułkownika z… no właśnie, z kim? Z ludźmi, których dopadł wirus, więc z osobnikami niemogącymi się słownie ze sobą porozumiewać? Czy może z ewoluującymi, nadinteligentnymi małpami, które przyjęły ludzkie pozy i zwyczaje? Nadinterpretacja? Niekoniecznie. Niby niektóre rzeczy zostały powiedziane wprost, jednak mimo to nie widzimy twarzy istot, które stają do walki z Pułkownikiem.
 

Tak się akurat złożyło, że na mój seans z polskimi napisami skusili się również turyści biegle mówiący po angielsku. Szczęśliwi zasiedli tuż obok mnie, z popcornem, colą i innym wspomagaczami seansowymi. Ich optymizm jednak dość szybko zgasł, gdy okazało się, że angielskich dialogów jest w tym filmie tyle, co kot napłakał… Zdecydowaną większość rozmów stanowią wymiany zdań w języku małpim, który charakteryzuje się jękami, stęknięciami i pohukiwaniem, które zaś… ku uciesze moich anglojęzycznych „sąsiadów” były przekładane wyłącznie na polskie napisy (można założyć, że w wersji stricte angielskiej na napisy angielskie). Całość „Wojny” jest zatem bardzo klimatyczna i wiarygodna, co nie zdarza się w tego typu filmach zbyt często (od razu na myśl przychodzi mi chociażby język elficki pióra genialnego Tolkiena).
 

Muzyka to zarówno wielki atut, jak i wada „Wojny o planetę małp”. Z jednej strony niesamowicie przejmująca, dotykająca, wyrazista, zapadająca w pamięć i „gmerająca” w brzuchu. Z drugiej zaś jakby wielokrotnie niepasująca do przedstawianych wydarzeń i gryząca się z kolejnymi scenami. Obraz swoje, a muzyka swoje… Chwilami były to dźwięki z „Bonda”, innym razem z „Atlasu Chmur”, a jeszcze kolejnym frazy typowe dla Hansa Zimmera. Moje odczucia nie były błędne, bowiem Michael Giacchino tworzył muzykę również do „Mission: Impossible”, „Star Trek” czy „Jurassic World”. Coś jednak tym razem mu nie wyszło, a niestety nie ma nic gorszego od przeszkadzającej muzyki. Cóż zatem… Muzyka piękna, jednak nie do tej produkcji…
 

 

Grzechem byłoby nie wspomnieć o znakomitym wykorzystaniu w tym filmie postępu techniki i animacyjnych technologii, w tym chociażby motion capture. Za wizualne efekty w „Wojnie” odpowiadało Weta Digital i przyznać trzeba, że po raz kolejny wykonali świetną robotę – film napakowany sekwencjami tworzonymi z przechwytywania ruchu i CGI ogląda się zaskakująco spokojnie, zaś sam Caesar okazuje się postacią o najbardziej ludzkiej (sic!) twarzy. Efekt ich pracy jest naprawdę niesamowity.
Polecam filmiki przybliżające powstawanie „Wojny” -> link i link


Słowem – przed Wami kawał dobrego filmu.

 


PLUSY

+ bardzo dobry scenariusz

+ rola Andy’ego Serkisa (!)

+ Woody Harrelson w roli okrutnego i nieposkromionego Pułkownika

+ technika motion capture, CGI na najwyższym poziomie

+ przepiękna muzyka

+ złożone przesłanie filmu wychodzące od: „człowiek człowiekowi wilkiem” i „małpa małpie wilkiem”

+ moralny charakter filmu 

+ pootwierane okna dla widzów dla wielości interpretacji wielu scen

+ mimo wszystko zaskakujące zakończenie

+ wątki komediowe często bawiące aż do łez - postać Złej Małpy (Steve Zahn)

+ zdjęcia

MINUSY

- minus dla muzyki za jej niedopasowanie do konkretnych scen…

- dłużyzny, które rzekomo mają budować napięcie i pielęgnować nasze katharsis, jednak ich skutek jest dokładnie odwrotny


Ocena recenzenta
OCENA
8.0


komentarze
 
Zostaw odpowiedź»

 
  • Zadowolony Czytelnik
    7 sierpnia 2017 at 22:25

    Cieszę się, że poszedłem na Planetę Małp do kina. Ostatnio ciężko mi znaleźć na cokolwiek czas no i kino też poszło w odstawkę. Zachęciła mnie ta recenzja i przyznaję, że nie żałuję. To był udany seans. Dzięki.

    Odpowiedz