Warcraft: Początek

przez dn.25 lipca 2016
Do oglądania z:
 

(rodzicem) - raczej nie

(mężczyzną) - tak

(dzieckiem) - raczej nie

 

Im większa pompa, tym większy placek. O „Warcrafcie” mówiło się już dawno temu – długo i namiętnie. Jak się jednak okazuje zupełnie niepotrzebnie…

Film opowiada historię dwóch nacji – ludzi (a konkretniej Przymierza, w tym także m.in. elfów, trolli i krasnoludów) i orków. Gdy mroczny i żądny krwi Gul’dan postanawia osiedlić się w innym, mniej zniszczonym wymiarze i podbić ludzki świat, jego przeciwnikom nie pozostaje już nic innego niż walka na śmierć i życie w obronie własnego dziedzictwa. Co jednak się stanie, gdy Strażnik, naczelny obrońca królestwa Llane'a Wrynna i jego główna nadzieja na pomyślną przyszłość, odwróci się od swojej powinności i wesprze orków? Jaką cenę w tej walce zapłacą ludzie? Kto będzie władał ich światem?

 

PLUSY

+ zdecydowanie muzyka - na pograniczu „Gwiezdnych Wojen”, „Władcy Pierścieni” i „Indiana Jonesa” - za którą odpowiada Ramin Djawadi (twórca muzycznych smaczków m.in. w „Grze o Tron”, „Iron Manie” czy „Skazanym na Śmierć”)

+ kostiumy, lecz o samej charakteryzacji raczej wypowiem się źle…

+ brak napompowanej historii o miłości i raz w życiu to bardzo dobra decyzja scenarzystów! - po co do filmu o wojnie na siłę pakować romans?

MINUSY

- gra już nie raz stanowiła dobry materiał na pełnometrażowy film (chociażby „Resident Evil”, czy „Angry Birds”), jednak nie w tym przypadku - jako człek, który nigdy w „Warcrafta” nie grał i nigdy go na oczy nie widział, było mi niezwykle trudno ogarnąć się w temacie - film absolutnie zrobiony dla pasjonatów gry, zaś tych, którzy sięgają po niego jedynie z ciekawości, raczej rozczaruje i pozwoli im się zgubić
- naiwność fabuły

- animacje - naprawdę nie zrobiły na mnie dobrego wrażenia i co gorsza dotyczy to zarówno efektów, jak i samej charakteryzacji

- half english, half orkish - nie ma nic gorszego od braku spójności - bohater, który mówi językiem orków przecież nie może nieoczekiwanie raz w życiu użyć języka ludzi (!); takie zaprzedanie filmowej duszy skutkuje bałaganem w głowie widza i ogólnym zniesmaczeniem, bo „jak ktoś mógł na to pozwolić?!”

- naprawdę mierne aktorstwo - w tym także niestety Travis Fimmel, który gra jakby żywcem wyjęto go z „Wikingów”

- film o wojnie z wojną niemalże bez krwi, walki i nienawiści… te haniebne błędy twórców przyczyniają się do totalnego braku emocji - było mi obojętne kto umrze, czy w ogóle umrze, a jeśli faktycznie już ktoś umierał… przechodziło to bez emocjonalnego echa

- nie dość, że film nie zachęca do zapoznania się z grą to zniechęca do obejrzenia ewentualnych kolejnych części

Ocena recenzenta
OCENA
5.0


komentarze
 
Zostaw odpowiedź»