Tulipanowa gorączka

przez dn.9 października 2017
Do oglądania z:
 

(rodzicem) - nie

(mężczyzną) - tak

(dzieckiem) - nie


 

XVII wiek. Amsterdam. Handel cebulkami tulipanów przeżywa prawdziwy rozkwit – na jednych odmianach można zbić fortunę, na innych zbankrutować. Tło tulipanowej gorączki przeplata się z losami aranżowanego małżeństwa Państwa Sandvoort – On, Cornelis (Christoph Waltz), bogaty, starszy mężczyzna i Ona, Sophia (Alicia Vikander), uboga, młoda dziewczyna odnaleziona i wykupiona przez przyszłego męża z sierocińca… Mimo iż ich małżeństwo nie opiera się na bezgranicznej miłości i godnej pozazdroszczenia namiętności, to jednak wiedzie im się całkiem znośnie – Cornelis jest dobrym i dostatecznie troskliwym mężem, zaś Sophia stara się mu to wynagrodzić niezliczonymi próbami zajścia w ciążę… Ich spokojna sytuacja zmienia się jednak w dniu, w którym Pan Sandvoort zaprasza pod swój dach uzdolnionego, początkującego malarza, Jana van Loosa (Dane DeHaan), który prócz wykonania powierzonego mu zadania namalowania pięknego obrazu, zamierza również posiąść Sophię.

 


 

PLUSY

+ kostiumy
+ scenografia, chociaż akcja toczy się zaledwie w kilku miejscach, więc nie trzeba było budować wielu makiet… - z ówczesnego Amsterdamu zbyt dużo nie zobaczymy
+ postać Cornelisa - bezbłędnie zagrana rola i bardzo dobrze zbudowany charakter postaci - mimo iż powinniśmy za nim nie przepadać, to właśnie z nim najbardziej się utożsamiamy

+ genialny Tom Hollander jako Dr Sorgh
+ przesłanie filmu „żyj i pozwól żyć innym”
+ subtelnie, acz znacząco, poplątane losy głównych bohaterów - Sophia, Cornelis, Jan van Loos kontra Maria i Willem Brok

MINUSY

- liczne skojarzenia z „Dziewczyną z portretu”
- beznadziejny Dane DeHaan - podobnie jak i w „Valerianie”
- rola Judi Dench
- powtarzająca się Alicia Vikander, która nie umie zaoferować nam już żadnych zaskoczeń

- skrzętnie budowane wątki pozostawione bez jasnej odpowiedzi - świadczy to o braku pomysłu aniżeli o osiągnięciu obmyślonej wizji
- Cara Delevingne, którą ostatnio angażuje się do wszystkich filmów - zbędna tu, podobnie jak wszędzie indziej…
- sztucznie zainicjowany romans, który rozkwita z niczego, a jego ciąg dalszy pozbawiony jest najmniejszego sensu
- kiepskie i skąpe dialogi

- liczne paradoksy fabularne

Ocena recenzenta
OCENA
5.8


Bądź pierwszym, który skomentuje
 
Zostaw odpowiedź»