FILMOWA UTOPIAFILMTOPIA POLECA

Siedem dusz

przez dn.25 września 2015
 

„Siedem dusz” to dramat opowiadający historię mężczyzny, który przybiera różne tożsamości, aby poznać (na pozór przypadkowych) ludzi i sprawdzić, czy zasługują oni na dar, który ma zamiar im ofiarować.
 

Głównym bohaterem (i twarzą okładki wydania DVD;) jest Ben Thomas grany przez Willa Smitha. Postać niezwykle tragiczna, dramatyczna, cierpiąca i do cna samotna. Właśnie takie myśli dominują u widza. Podziela on emocje bohatera – zmęczenie życiem i chęć znalezienia wytchnienia. Owym cudownym rozwiązaniem dla Bena jest poznanie i niemal przeegzaminowanie przypadkowych, schorowanych osób, które docelowo mają otrzymać jego organy, przez co ich przyszłe życie ma zmienić się nie do poznania, oczywiście na lepsze. To tak jakby namiastka biblijnego Raju, gdzie wszelkie schorzenia miałyby być usunięte, jak za dotknięciem magicznej różdżki. Ben odnalazł tę różdżkę. Poprzez plany popełnienia umiejętnego samobójstwa miał stać się darczyńcą dla tych osób, które uznał za cenne i wartościowe. Nawet rodzące się (pomiędzy nim a jego „ofiarą” – Rosario Dawson) namiętne uczucie nie było wystarczającym powodem, aby cofnął się od powziętego zamiaru. Wyrzuty sumienia nie pozwalały mu żyć, zaznawać spokoju ducha i radości z codziennych czynności. Jego życiowy optymizm został raz na zawsze zniszczony w chwili wypadku, w którym zginęły dwie najbliższe mu osoby – córka i żona – oraz pięciu innych przypadkowych ludzi. Śmierć miała stać się odkupieniem za spowodowanie drogowej tragedii.
 

Zamysł sam w sobie dyskusyjny, bowiem mesjanizm bohatera był tak naprawdę drogą do jego upragnionej samodestrukcji. Postać Smitha, zgodnie ze scenariuszem, ma w oczach odbiorcy urosnąć do rangi niemal świętej. Jej czyny zmuszają do myślenia: jak dobrym trzeba być człowiekiem, aby być zdolnym do zadania sobie śmierci, która ma uratować aż siedem istnień? Jednak czy faktycznie dobrym? Czy faktycznie „aż” siedem? Czyny Bena są wprawdzie pełne dramatyzmu, lecz z racjonalnej perspektywy zupełnie nieprzemyślane. Istnieją bowiem inne sposoby na odkupienie swoich przewinień i uratowanie nie siedmiu, lecz setek i tysięcy osób – chociażby przebranżowienie się i zostanie lekarzem, regularne oddawanie krwi, zaangażowanie się w działalność instytucji charytatywnych, czy wyjazd do krajów trzeciego świata i udzielanie pomocy medycznej, technicznej lub edukacyjnej. Pomysły można mnożyć. Ben wybrał jednak pomoc najbardziej spektakularną, słowem efektowną, jednak mniej efektywną. Oddał światu dokładnie to, co z niego zabrał, choć innymi decyzjami mógł zdziałać o wiele więcej dobrego. Pamiętajmy jednak, że to tylko film…a właśnie taka była jego koncepcja – doświadczenie przez widza katharsis.
 

Fabuła jest zwięzła, scenariusz przemyślany i raczej kompletny. Historia leży jak ulał i ogląda się ją z przejęciem, choć oczywiście zależne jest to od gatunkowych upodobań – dla osób bardziej wrażliwych, które mają zwyczaj wczuwać się w filmy, będzie to z pewnością nie lada przeżycie. Sama go doświadczyłam.
 

Obiektywnie jest to bardzo dobry dramat, którego wzniosłe uczucia potęguje akuratnie dobrana muzyka autorstwa Angelo Milliego. Aktorzy zdają się być idealnie dobrani do odgrywanych ról i nie mam do nich większych zastrzeżeń. Rola Woodiego Harrelsona bardzo gustowna, kreacja łapiąca za serce, mimo że jest to bohater drugoplanowy.
 

Nawet jeśli nie przepadasz za dramatami i filmami emocjonalnych wstrząsów – polecam. To jeden z tych filmów, których nie można nie zobaczyć!

 

gallery

PLUSY

+ przepiękna muzyka
+ przekonująca rola Willa Smitha
+ emocjonalne katharsis
+ scenariusz Granta Nieporte -> chapeau bas

Ocena recenzenta
OCENA
10


Bądź pierwszym, który skomentuje
 
Zostaw odpowiedź»