FILMTOPIA POLECA

Pokój

przez dn.8 marca 2016
 

Wyobraź sobie następującą sytuację. Czasy współczesne. USA. Ohio. Jesteś samotną matką zamkniętą w małym, nędznie urządzonym pokoiku. Każdy dzień jest dla Ciebie taki sam – wstajesz, ubierasz się, jesz, ćwiczysz, sprzątasz i bawisz się ze swoim dzieckiem. Dzień w dzień znosisz jego humorki i absurdalne fochy, bo to dziecko. Twoje jedyne ukochane dziecko. I Ty… Samotna, rozstrojona emocjonalnie, załamana, złamana… i raz jeszcze samotna. Sam na sam ze swoim pierworodnym. Co gorsza, co kilka dni do tego małego świata przychodzi Twój wieloletni oprawca. Wymaga od Ciebie wdzięczności za to, że dba o wasze siłą przetrzymywane ciała. Wdzięczności nie tylko słowem, ale i czynem. Z myślą o bezpieczeństwie synka w ciszy znosisz kolejne gwałty i poniżenia. Ale nie. Nie to jest ważne. Masz swoje małe dziecko, o które musisz zadbać. Zapewnić mu normalność i poczucie bezpieczeństwa, nawet jeżeli to tylko pozory. On zna wyłącznie taki świat, jaki Ty mu oferujesz, dlatego spinasz pośladki i idziesz dalej. Twojego zaangażowania i wytrwałości nie umniejszają także te sytuacje, gdy Twój słodki maluch staje się… no cóż… rozwydrzonym bachorem z niewyparzoną buzią… Bo go kochasz… Bo macie tylko siebie… Co się stanie, gdy zaczniesz odkręcać swoje kłamstwa i uczyć syna, czym jest prawdziwy świat? Czy coś więcej prócz waszego malutkiego pokoju ma prawo w ogóle istnieć? Poznajcie zatem Jacka i jego matkę, Ma. 
 

„Room” ani nie jest filmem o czterech ścianach, ani o walce o przetrwanie. Nie jest to także produkcja, która uraczy nas scenami walki z oprawcą, jego ścigania, dorwania i skazania. Jest to banalnie prosta historia o miłości – prawdziwej, pozbawionej hollywoodzkich czarów, pierwotnej więzi między dzieckiem a jego matką. Wobec takiej siły różne problemy schodzą na dalszy plan. Podobnie, jak i postać Wielkiego Nicka – porywacza, pedofila, gwałciciela, psychopaty. Można by było sadzić, że tak skonstruowany czarny charakter stanie w centrum akcji. Nic bardziej mylnego! Lenny Abrahamson miał inny pomysł, z resztą bardzo dobry i niebanalny. Rola policji jest w tej historii tak znikoma i tak mało ważna, że sam aspekt porwania i 7-letniej niewoli głównej bohaterki, Joy (w tej roli nagrodzona tegorocznym Oscarem i Złotym Globem Brie Larson), do pewnego momentu niemal przestaje istnieć. 
 

Miłość. Czym jest w tym filmie? Jedno słowo, które można opisać na setki sposobów. 

– to próba pogodzenia się ze swoim losem, aby nie rozgrzebywać zagojonych ran;
– to bezgraniczna troska o drugiego człowieka, nawet jeżeli miałoby to oznaczać robienie czegoś kosztem własnych korzyści;
– to kreatywne organizowanie wspólnego dnia, aby pomysłowo łączyć to, co przyjemne z tym, co pożyteczne;
– to uczenie ukochanej osoby poprzez dawanie własnego przykładu;
– to stanie na straży ustanowionych zasad i norm, ponieważ bez nich rodzi się anarchia;
– to unikanie niedopowiedzeń i kłótni;
– to pielęgnowanie swoich uczuć do innych i do samego siebie;
– to dbanie o uczucia kochanej osoby;
– to sztuka słuchania i rozmawiania;
– to stawianie siebie na równi z ukochanym – partnerstwo;
– to skłonność do ustępstw, szukanie kompromisów;
– to stawianie dobra drugiego człowieka ponad swoim;
– to zmuszanie się do tych rzeczy, których się nie lubi, tylko po to, aby uszczęśliwić bliską osobę;
– to podejmowanie ryzyka, jeżeli ma to uchronić ukochaną istotę przed nieszczęściem. 

Można tak wyliczać w nieskończoność. To wszystko, co pasuje także do miłości damsko-męskiej, przedstawiono tym razem w konwencji matka-dziecko i dziecko-matka. To, że Ma (tak naprawdę Joy Newsome) została doświadczona przez życie (i zmuszona przez nie do szybkiego osiągnięcia dojrzałości), wcale nie oznacza, że nie popełnia błędów. Gdy tak się dzieje, jej obowiązek bycia mądrą i pełną miłości przejmuje 5-letni syn, Jack. To on staje się dla nich obojga opiekunem i emocjonalną ostoją. I to wszystko mimo tak młodego wieku! Joy czerpie wówczas siłę z jego postawy. Działa to w obie strony. 
 

Należy to powtórzyć – „Room” to przede wszystkim historia o miłości. Jest to także opowieść o tym, jak kruche, rozczarowujące i nieprzejednane jest nasze życie. Tak, życie idące w parze z prawami kosmosu. Każdego dnia może nas spotkać zarówno niewyobrażalne dobro, jak i zupełnie rzeczywiste piekło. „Nie znamy dnia, ani godziny”… „Pokój” łączy te dwie strony. Na początku twórcy przedstawiają nam losy dwojga bohaterów i ich miłość w przypadku skrajnej tragedii. Później zaś poprawiają sytuację życiową głównych postaci, zadając przy tym pytanie, jak poradzą sobie w nowych warunkach. Jest im ciężko, są nieprzygotowani ani do nowych ról społecznych, ani do nowych miejsc i stawianych przed nimi możliwości. To prawdziwe centrum tego filmu – walka o przetrwanie i zachowanie zdrowej miłości w skrajnych warunkach. Jak już wspomniałam, Abrahamson zupełnie odcina się od kwestii typowo dochodzeniowych – kto? gdzie? jak? po co? kiedy? Absolutnie zaskakujące jest nieukazanie aresztowania oprawcy Jacka i Joy. To zdecydowanie film dwojga postaci – matki i dziecka, osobowości równorzędnych i samowystarczalnych. 
 

Po obejrzeniu tego dramatu śmiało można zastanowić się nad kilkoma kwestiami: jak niewiele wiemy o swoich sąsiadach, jak trudne jest pokonywanie (to niezaprzeczalnie proces ciągły) własnych lęków i słabości, jak bardzo niemożliwe jest zrozumienie tego, z jakimi demonami mierzą się inni, w tym nasi najbliżsi. 
 

Na szczególną uwagę zasługuje rola 9-letniego Jacoba Tremblay’a. Jego filmowa kariera dopiero się rozpoczyna, więc rzecz jasna nie wyliczę 20 produkcji z jego udziałem. Ten młody człowiek ma w sobie ogromny talent i zapał do ciężkiej pracy, co absolutnie widać w „Pokoju”. Uważam, że niesłusznie został pominięty przy nominacjach do znaczących nagród, m.in. do Oscarów. Statuetkę zgarnęła jego filmowa mama (co uważam za bardzo dobrą decyzję), jednak chcąc porównać te dwie role… Jacob także powinien zostać wyróżniony. Jego wydanie Jacka Newsome'a to kawał dobrej roboty od strony technicznej. Warto dodać, że to również naprawdę niezwykła dojrzałość aktora, którą bez problemu można dostrzec w trakcie kinowego seansu.
 

„Room” z pewnością na zawsze zostanie w waszych głowach i w waszych sercach. Historia do bólu prawdziwa i niezwykle ujmująca, rodząca pytanie przede wszystkim o to, co w życiu jest najważniejsze.
 

Serdecznie zachęcam do obejrzenia, jednak z uwagi na trudną tematykę zaznaczam, że to film przede wszystkim dla dorosłych.


PLUSY

+ film dwóch (równie dobrych) ról - Brie Larson, 9-letni Jacob Tremblay
+ o czym? o tym, jak to jest być człowiekiem zmuszonym do zmierzenia się z problemami, które ponoć miewają wyłącznie bohaterowie hollywoodzkich produkcji…
+ przepiękna i arcyprawdziwa historia o miłości matki do dziecka i dziecka do matki
+ budowanie emocjonalnego napięcia
+ jeden z najlepszych dramatów, jaki miałam przyjemność oglądać

MINUSY

- niewykorzystany potencjał rodziny - zaakcentowano, że jej także jest ciężko w zaistniałej sytuacji... i tyle

Ocena recenzenta
OCENA
8.6


komentarze
 
Zostaw odpowiedź»