SZKODA CZASU

Pierwszy śnieg

przez dn.18 października 2017
 

Jo Nesbo to obecnie jeden z najpoczytniejszych skandynawskich autorów. Jego bestsellerowa twórczość (oczywiście jak zawsze w takich przypadkach) została nagrodzona pomysłem nakręcenia filmu opartego na jego kryminale. Romans tych dwóch sztuk, literatury i świata filmu, niestety pozbawiony jest zaskoczeń. Prawdziwe problemy pojawiają się w momencie, gdy okazuje się, że często kupowana książka wcale nie jest dobrym materiałem do napisania scenariusza, a norweski klimat nie wpływa szczególnie korzystnie na zekranizowanie budowania akcji i podgrzewania emocji. Kilka miesięcy prac ekipy filmowej, kolejnych kilka miesięcy oczekiwania na premierę i znamy już efekt – to kolejna filmowa adaptacja, która nawet nie próbowała zbliżyć się do literackiego pierwowzoru, a jej wady i niedociągnięcia są widoczne gołym okiem…
 

Harry Hole (w tej roli Michael Fassbender) niespecjalnie przepada za swoim życiem – brakuje mu powodów do radości i poczucia satysfakcji. Po pierwsze komisarz policji, po drugie pijak. Albo… w odwrotnej kolejności. Czasy świetności są zdecydowanie za nim, chociaż do emerytury ma jeszcze kawał czasu. I jak żyć? To prawdopodobnie jedno z nielicznych pytań nieustannie błąkających się po jego upojonej alkoholem głowie. Nocowanie na ławkach w parku lub na chodniku pod sklepem monopolowym, tracenie kontaktu z rzeczywistością. Tracenie kolejnych dni. Kolejnych Tygodni. Miesięcy… Aż do dnia, gdy otrzymuje anonimowy list, które z lekka tchnie w niego nową pasję i cel. Kolejne wydarzenia sprawią, że Harry będzie zmuszony odnaleźć w sobie dawną energię i umiejętność detektywistycznej dedukcji. Czy pijackie zapędy pozwolą mu na powrót do dawnej umysłowej świetności? Czy odnajdzie trop autora tajemniczych listów i pozna jego zamiary? Czy uchroni kolejną kobietę przed morderstwem? Czy pierwszy śnieg faktycznie motywuje oprawcę do kolejnych zbrodni?
 

Przewidywalność, brak zaskoczeń i pozbawienie sensu.
W thrillerze/kryminale nie ma nic gorszego niż przewidywalność. W jaki sposób dać się wciągnąć w akcję i chętnie poddawać się jej tokowi, skoro niemal od początku znamy tożsamość mordercy? Właśnie to zjawisko obserwujemy w „Pierwszym Śniegu”. Tożsamość zbrodniarza znamy na długo przed samym detektywem Hole’em, zatem kolejne morderstwa nie robią już na nas żadnego wrażenia. Co gorsza filmowcy nie znaleźli miejsca dla dobrego śledztwa (!) – wszystko potraktowano po macoszemu, począwszy od niezbudowania charakteru det. Hole’a, skończywszy na nieudolności jego policyjnych kolegów i głupoty mordercy. Śledztwo bardziej przypomina dziecięcą zabawę w chowanego niż walkę doświadczonych policjantów o uratowanie życia niewinnej kobiety, która przecież lada moment może zostać pozbawiona głowy… I zostaje… Z seryjnym mordercą nie ma żartów. Niestety tylko niektórzy to wiedzą…
Kolejnymi aspektami miernej całości jest pozbawienie zdarzeń związków przyczynowo-skutkowych, logiki, dreszczyku emocji, atmosfery wyczekiwania, myślenia – skłaniania widza do uczestniczenia w akcji. Zabrakło tych czynników, które tworzą dobry film…
 

Harry Hole.
Bohater pełen sprzeczności, skrajności, zmagający się z poważnym uzależnieniem, które ma silny wpływ na całe jego życie – zarówno prywatne, jak i służbowe. Tak jest w serii Jo Nesbo. Filmowy świat rządzi się jednak swoimi prawami. Alkoholowy problem Harry’ego pojawia się i znika, czasami po to jest przerysowany, by zaraz zupełnie przestał istnieć. Harry kocha, Harry lubi, Harry nie przepada, ale obojętnie jakie są jego emocje lub jakie zajmuje wobec czegoś stanowisko, zawsze jest to połowiczne, ze średnim jego zaangażowaniem. Nijaka postać nigdy nie zostanie bohaterem…
 

Siódma część.
Czy nową modą jest podejmowanie się robienia filmów od środka literackich serii? Nowy środek artystycznego wyrazu? Raczej dość kiepski wybór…


 

 

PLUSY

+ J.K. Simmons, którego jest zdecydowanie za mało…

+ muzyka

+ kilka ładnych krajobrazów


MINUSY

- klimat do złudzenia przypominający ekranizację „Dziewczyny z tatuażem”…

- koszmarna przewidywalność zdarzeń, kolejnych morderstw, zbyt wcześnie znana nam tożsamość mordercy

- scenariusz wraz z bezsensownymi, kwadratowymi dialogami lub w ogóle ich brakiem

- wątek „ojcowski” 

- brak emocji, nużący, usypiający i… nawet kolejne ulepione bałwany z odrąbanymi ludzkimi głowami nie ratują sytuacji…

- sposób prowadzenia śledztwa przez Hole’a i jego skrajna głupota w kluczowych zdarzeniach

- totalny brak logiki filmowych zdarzeń, a jest to kryminał, na którym widz powinien korzystać ze swojej sztuki dedukcji i snuć kolejne hipotezy - tutaj nie ma ku temu możliwości

- niedokończone wątki, chociażby „postaci” bałwanów

- kiepsko ukształtowane postacie - żadna nie jest kompletna, w sobie konsekwentna, intrygująca i dotyczy to również głównego bohatera

- uwłaczający sposób przedstawienia sekcji policji w Oslo

- postać mordercy, który okazuje się nie mieć celu, zamiaru, planu, czyli słowem morderca bez powodu
- zakończenie właściwej akcji

- końcowa scena, która „subtelnie” zapowiada powstanie kolejnej części


Ocena recenzenta
OCENA
4.6


Bądź pierwszym, który skomentuje
 
Zostaw odpowiedź»