Jutro będziemy szczęśliwi

przez dn.28 maja 2017
 

Wśród tegorocznych produkcji kinowych jeszcze nie uświadczyłam filmu wszechstronnego – takiego, który by bawił, uczył, wzruszał i trzymał w napięciu. Mimo iż „Jutro będziemy szczęśliwi” nie jest spełnieniem marzeń, niezaprzeczalnie stanowi jedno z ciekawszych doświadczeń. Film opowiada historię ciemnoskórego Francuza, Samuela, który mimo wkraczania w wiek średni wciąż czuje się nastolatkiem – kocha swoje życie od imprezy do imprezy, od jednego przygodnego seksu do kolejnego. Praca? Jest jedynie środkiem do spełniania najważniejszych potrzeb człowieka – oczywiście wiecznej zabawy, poczucia nieustającej młodości, a co za tym idzie, braku zobowiązań i odpowiedzialności. Samuel ma w sobie dziecięcą naiwność, niebywałą wiarę w swoje decyzje i poczciwość, które zapewniają mu pewną nietykalność – ktokolwiek zechciałby przywołać go do porządku i tak jest skazany na porażkę. Gdy pewnego słonecznego dnia, po zakończeniu kolejnej dobrej imprezy, Samuela odwiedza dawna „znajoma”, Kristin (Clémence Poésy), i podrzuca mu ich dziecko, mężczyzna staje przed wyborem: pozbyć się zmartwienia czy zmierzyć się z problemem.
 


Gatunek.
Rzadko kiedy można z czystym sumieniem powiedzieć, że dana produkcja to 50% komedii i 50% dramatu. Tak jednak jest w tym przypadku. To co smutne i refleksyjne płynnie przeplata się z tym, co bawi i śmieszy (choć niekiedy są to żarty na pograniczu dobrego smaku… – w końcu ile można się śmiać z tych samych tekstów o zabarwieniu gejowskim?). Z drugiej zaś strony, czego innego można spodziewać się po filmie, w którym główna rola powędrowała do Omara Sy, dobrze znanego nam z „Nietykalnych” („Intouchables”, 2011 r.).
 

Scenariusz.
Natrafiamy tu na niemały problem. Tam, gdzie dla przeciętnego widza kinowych produkcji nie ma powodów do złości, tam dla innej grupy odbiorców sam scenariusz może stanowić przyczynę bezgranicznego rozczarowania. Na forach internetowych nie cichną głosy, które zarzucają reżyserowi, Hugo Gélinowi, i scenarzystom plagiat… Dlaczego? Otóż na każdym kroku akcji znajdujemy analogię do meksykańskiej produkcji „Instrukcji nie załączono” („No se Aceptan Devoluciones”, 2013 r.). Co się powtarza? Niemal cały zarys fabularny i charakterystyka postaci. Co odróżnia te dwa filmy? Narracja. Przyjmijmy jednak, że mamy do czynienia z remakiem.
 

Poseansowe rozczarowanie?
Zaburzenie odbioru „Jutro będziemy szczęśliwi” może wynikać z dość dziwnej kompozycji filmu. Mimo iż całość trwa blisko dwie godziny, po seansie można odczuć pewien dyskomfort związany z bestialskim potraktowaniem zakończenia. Twórcy poświęcili dość sporo uwagi pierwszemu etapowi, czyli zapoznaniu nas z postacią Samuela, przedstawieniu jego sposobu na życie. Drugi etap zajmuje rzecz jasna największą część filmu – to dorastanie dziecka, upływ czasu, radość, beztroska oraz, co bodaj najważniejsze w tym przypadku, zmierzenie się z problemami, spojrzenie prawdzie w oczy (doprecyzowując, ową prawdą jest matka pragnąca odzyskać porzucone dziecko) i szereg wydarzeń, który wiąże się z walką „miłość i szczera troska” vs. „wyrzuty sumienia”. Na samo zakończenie zostaje dość mało czasu, przez co odczuwamy ogólny pośpiech i poganianie nas w kluczowych scenach, które wolelibyśmy nieco dłużej… pocelebrować. Jednak… czy inaczej miał się rozkład akcji w przypadku „Nietykalnych”? Zaskakująco podobnie.
 

Film Hugo Gélina to potrawa składająca się z kilku ładnych ujęć, garści raczej przeciętnych aktorów, dużej porcji uśmiechu i optymizmu, kilku łez smutku i szczypty moralizatorstwa ugotowanych na bazie dobrego wywaru z życia. Mimo iż czujemy, że w jakiejś mierze „wszystko to już było”, to wychodzimy z kina z chusteczką w ręku, myśląc o tym, że życie jest ulotne i dobrze by było przeżyć swój epizod na tym świecie najlepiej, jak potrafimy.
 


PLUSY

+ scenariusz łączący dramat z komedią

+ Omar Sy, który… daje radę

+ wyrazista muzyka (chociażby James Brown - „Get Up and Drive Your Funky Soul”)

+ huśtawka emocjonalna zakończona refleksją nad życiem

+ piękne (chociaż nierealne) ukazanie relacji ojciec-dziecko

+ urocze sceny „taneczne” Omara Sy i Glorii Colston


MINUSY

- scenariusz - remake „Instrukcji nie załączono”

- stereotypowe (czyli wtórne) budowanie postaci

- do znudzenia powtarzane żarty o homoseksualizmie

- budowa filmu - rozmiarowe zaburzenie wstępu, rozwinięcia i zakończenia

Ocena recenzenta
OCENA
7.4


Bądź pierwszym, który skomentuje
 
Zostaw odpowiedź»