FILMTOPIA POLECA

Jestem najlepsza. Ja, Tonya

przez dn.15 marca 2018
 

Czy tytuł, „Jestem najlepsza. Ja, Tonya”, nie jest dziwny? Niewątpliwie. Nienaturalnie rozbudowany względem angielskiej wersji (ang. „I, Tonya”), gdzie nasze polskie „dodatki” oczywiście niewiele wnoszą. Wróć – nie wnoszą nic. Dystrybutorzy jednak podtrzymują, że polskiemu widzowi jest potrzebna dodatkowa otoczka…
 

Tonya Harding od małego była stawiana na lodzie i zachęcana do akrobacji. Przygodę z łyżwiarstwem zaczęła już w wieku 3 lat. Wysiłki i naciski jej matki, mimo towarzyszącej temu presji i braku rodzicielskiej miłości, opłaciły się, bowiem dzięki talentowi i ciężkiej pracy Tonya znacznie wyprzedzała sportowe koleżanki – również te, które były od niej starsze i miały już większe łyżwiarskie doświadczenie. Bez wątpienia była wyjątkowa, choć jej do bólu trudny charakter dawał się innym we znaki. Zwieńczeniem tej nieprzeciętności było wykonanie przez nią potrójnego Axla podczas mistrzostw Stanów Zjednoczonych w 1991 roku – figurą tą zapisała się na kartach historii, bowiem dokonała tego jako pierwsza Amerykanka i druga kobieta na świecie. Gdyby to jednak był koniec życiowej historii Harding, nie nakręcono by o niej filmu dokumentalnego… Po drodze musiało się coś poważnie schrzanić… W wyniku serii niewiarygodnych, zainicjowanych przez jej bliskich, zdarzeń, na które nie do końca miała wpływ, jej życie zmieniło się raz na zawsze. To był czas, gdy utraciła największą miłość, jaką kiedykolwiek było jej dane doświadczyć.
 

Fabuła osadzona w latach 90. ubiegłego wieku ma w tej produkcji niezwykły charakter – wszystko jest ze sobą spójne i godne zaufania (począwszy od fryzur, skończywszy na wystroju mieszkań). „Ja, Tonya” to jednak nie opowieść o scenografii, lecz o łyżwiarstwie figurowym. Mi, fance tańca na lodzie, który nie tak dawno mogliśmy oglądać na Olimpiadzie w PyeongChang, zdecydowanie przypadła do gustu. Film obfituje w liczne sceny samego łyżwiarstwa, chociaż oczywiste jest, że występy solowe nie są tak spektakularne, jak te w parze. Drugą oczywistością jest to, że Margot Robbie, wcielająca się w postać Tonyi, nie wykonywała przestawianych akrobacji… Mimo to pod względem sportowym film trzyma w napięciu, a to niezwykle cenne. 
 

Ogromnym atutem produkcji jest obsada aktorska i wykonany przez nią kawał dobrej roboty. Każda kolejna pojawiająca się na ekranie osoba to uzupełnienie delikatnie odczuwalnych braków, które ostatecznie doszczętnie zostają wyeliminowane i jakiekolwiek poczucie niedosytu znika. Kogo mam na myśli? Zjawiskową i niepowtarzalną Margot Robbie, która wciela się w postać Tonyi Harding – bez wątpienia tej roli oddała serce. To również Allison Janney jako LaVony Golden, matka Tonyi. Charakter jej bohaterki, czyli bezceremonialność, specyficzna moralność (lub właśnie amoralność) i nietypowa w świecie amerykańskiego filmu agresja w stosunku do córki, wnosi wspaniały klimat do filmu i między innymi za to Allison została nagrodzona Oscarem. Oczywiście podobnych, dobrze zbudowanych postaci mamy tu więcej – np. Jeff Gillooly w wydaniu wąsatego Sebastiana Stana i Paul Walter Hauser jako Shawn Eckhardt (uderzające fizyczne podobieństwo!).
 

„Ja, Tonya” to niezobowiązująca biografia wicemistrzyni świata, dwukrotnej mistrzyni Stanów Zjednoczonych, dwukrotnej olimpijki, która nie do końca ponosi odpowiedzialność za katastrofę swojej kariery sportowej.

 

 

PLUSY

+ film poświęcony największemu skandalowi w historii amerykańskiego sportu
+ scenariusz i nietypowa narracja – poznajemy różne punkty widzenia tej historii w toku inscenizowanych, retrospekcyjnych wywiadów

+ duża dawka tragikomicznych scen

+ zniewalająca Margot Robbie jako Tonya Harding 

+ znakomita Allison Janney w roli LaVony Golden (nagrodzona Oscarem za tę rolę)

+ bardzo dobra rola Jeffa Gillooly w wykonaniu Sebastiana Stana

+ wybitne ukazanie relacji głównej bohaterki z matką – poświęcenie rodzica, aby jego dziecko odniosło sukces, brak taryfy ulgowej przy wychowywaniu sportowca, pragnienie zwycięstwa przysłaniające zdrowy rozsądek, zatracenie matczynej troski i odpowiedzialności za bezpieczeństwo i właściwy rozwój dziecka KONTRA uczucia i potrzeby dojrzewającej dziewczynki

+ pojęcie prawdy obiektywnej

+ scenografia

+ charakteryzacja i kostiumy

+ piękne, emocjonujące sceny z łyżwiarstwem figurowym w roli głównej

+ muzyka

+ historia oparta na prawdziwych wydarzeniach, jednak poznana z dwóch źródeł – od samej Tonyi i jej męża, Jeffa Gillooly

+ obrazy i informacje biograficzne przed napisami końcowymi


MINUSY

- brak

Ocena recenzenta
OCENA
8.7


Bądź pierwszym, który skomentuje
 
Zostaw odpowiedź»

 

Zostaw odpowiedź