Cuda z nieba

przez dn.27 lipca 2016
 

Kontrowersyjne filmy nie mają lekkiego życia – albo można je pokochać, albo znienawidzić i właściwie nie ma miejsca na nic pomiędzy. Przykład? „Miracles from Heaven”.
 

„Cuda z nieba” opowiadają historię rodziny Beamów zmuszonej do stawienia czoła poważnej chorobie ich dziesięcioletniej siostry i córki, Anny. Gdy dziewczynka niespodziewanie zaczyna cierpieć z powodu przewlekłych, silnych bólów brzucha połączonych z częstymi wymiotami, dzielni rodzice próbują wymóc na lekarzach postawienie diagnozy, bo jak pomóc zadręczonemu bólami, ukochanemu dziecku, gdy każdy kolejny „specjalista” spławia ich następną banalną dolegliwością? Sytuacja ulega zmianie dopiero wtedy, gdy Christy Beam (w tej roli Jennifer Garner) stawia wszystko na jedną kartę i szantażuje jednego z lekarzy, mówiąc, że nie wyjdzie ze szpitala, póki Anna nie otrzyma pełnej diagnostyki i jej choroba nie zostanie jasno określona. Przeważnie w tym miejscu stawiam pytanie, które może jakkolwiek zachęcić Was do sięgnięcia po tę pozycję. Tym razem będzie inaczej. Czytając o tym filmie lub oglądając zwiastun, nieuchronnie poznajemy całkowity zarys historii cudu Anny Beam, o czym również i ja wspomnę w dalszej części tej recenzji. Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że nie jest to film fabuły, lecz wydarzeń pomniejszych, emocji i osobistych rozważań każdego z nas. Czy jesteś gotowy na seans pobudzający czułą, być może religijną, strunę?
 

1) Bóg, a wszystko co Boże jest… Boże

Główny zarzut pod adresem „Cudów z nieba” jest także jego kluczowym atutem – wiara. Już dawno nie spotkałam takiego amerykańskiego filmu fabularnego, w którym tematem numer jeden byłyby religijność, bogobojność, biblijna nadzieja, ufność Bogu i Jezusowi. Twórcy brutalnie obnoszą się z religią. Robią to tak demonstracyjnie, że często balansują na cienkiej granicy tego, co może przyczynić się do wartościowego rozmyślania, a co już jest przesadzone i niesmaczne. Mimo, iż są tak naprawdę trzy plany wydarzeń (rodzinny dom Beamów, oddział szpitalny i bliżej nieokreślony Kościół), w każdym z tych miejsc na prowadzenie wysuwa się Bóg. W domu Beamowie wspólnie modlą się do posiłków, zaś wieczorami Christy pyta swoje córki, w jakiej intencji się danego dnia modliły. W szpitalu kluczową rolę odgrywa wiara w optymistyczne plany Boga względem chorych dzieci, pokładanie ufności w Bożą dobroć, sprawiedliwość i zasadność jego woli, czego świetnym przykładem jest oddanie przez Annę jej łańcuszka z krzyżem innej ciężko chorej dziewczynce. O Kościele chyba wspominać nie muszę – wraz z bohaterami uczestniczymy w kazaniu, śpiewaniu pieśni i kościelnych rozmowach między parafianami. Mimo, iż film wprost ocieka religijną tematyką i można by było pomyśleć, że seans ten jest prawdziwą katorgą dla niechrześcijan, nic bardziej mylnego! Mówię to z własnego doświadczenia, gdyż oglądałam go z osobą, która sama siebie określa jako ateistę. Pomimo, iż Bóg nie odstępuje nas tutaj ani na krok, film pobudza do obiektywnego zastanowienia się nad swoim życiem – czy jesteś wierny swoim przekonaniom? czy rezygnujesz z siebie, swoich planów i dążeń z powodu innych ludzi i tego, co sugerują lub insynuują? czy Twoje wartości są dobrze ugruntowane i faktycznie pokładasz w nich nadzieję? czy możesz o sobie powiedzieć, że jesteś dobrym człowiekiem i próbujesz żyć w zgodzie z otaczającym Cię światem? To zaledwie kilka pytań, na które możesz znaleźć odpowiedź w trakcie tego seansu.
 

2) Matkę masz tylko jedną

Jedna z lepszych ról Jennifer Garner… Już dawno nie widziałam jej w tak wiarygodnej, szczerej i emocjonalnej odsłonie. To nie akcja nas wzrusza, lecz sama Jennifer! Jej ton głosu, mimika, gesty… Jest niewyobrażalnie dobra w tej historii i śmiało można pokusić się o stwierdzenie, że to na jej barkach spoczywa cała emocjonalna strona filmu. Zdecydowanie udziela się jej wrażliwość – niezależnie od tego, czy jest to ból i smutek, czy gniew. Grana przez nią Christy Beam to kobieta zdecydowana, prawdziwa lwica walcząca o swoje młode. Nie ma możliwości, aby w pełni nie oddała się walce z chorobą córki. Jest wytrwała, zdeterminowana, silna, ale i troskliwa, ciepła, pełna zrozumienia. Kto, jeśli nie ona, ma stanąć w obronie jej dziecka? Właśnie to robi – nie czeka na reakcję męża, lecz planuje, decyduje i działa. Jej bohaterka to dobry przykład dla wielu kobiet.
 

3) Historia prawdziwa

Akcja została osadzona w 2011 roku, ponieważ to właśnie wtedy miały miejsce prawdziwe wydarzenia, na których oparto fabułę „Cudów z nieba”. Po cudownym wyzdrowieniu Anny (z tej nieuleczalnej, dotkliwej choroby) jej matka, Christy, postanowiła napisać książkę ku ogólnemu pożytkowi – jedni być może w ten sposób wzmocnią swoją wiarę, a inni ją nabędą. Materiał stał się dobrą podstawą do nakręcenia filmu. Skoro historia została oparta na faktach, jesteście skłonni mieć kolejne refleksje dotyczące samego cudu?
 

Wszechogarniająca Boża tematyka nie czyni tego filmu łatwym i przyjemnym. Trzeba przyznać, że jest męczący, a dialogi chwilami bywają nużące i zwyczajnie niewiele wnoszą. Mimo prostego charakteru, na poły banalnej i wzniosłej opowieści, „Cuda z nieba” emanują głębią i docierają do najskrytszych zakamarków naszych serc i umysłów. Czy jesteś gotowy uczestniczyć w tej lekcji?

 

PLUSY

+ znakomita Jennifer Garner - film opiera się na odgrywanej przez nią bohaterce

+ fabuła oparta na prawdziwej historii

+ kontrowersyjna baza „Bóg, Bóg, Bóg” - film prezentujący ewolucję miłości człowieka do Boga i jej pozytywnych skutków
+ nastrojowa, klimatyczna muzyka (w tym także piosenki Third Day grających tzw. chrześcijański rock)

+ piękna opowieść o wierze, nadziei i powracającym dobru

+ mimo, iż jest to film o Bogu, twórcy zrezygnowali z nachalnego nawracania i umoralniania widzów

+ zakończenie filmu, w którym ukazano prawdziwą rodzinę Beamów

+ refleksyjny, łapiący za serce, ale i mobilizujący do działania (nie tylko związanego z wiarą)

MINUSY

- scenariusz - film mógłby być o wiele lepszy, lecz dialogi w sporej części są fatalne i… przegadane

- za dużo Boga w Bogu, za mało filmu w filmie - mimo, iż obiektywnie patrząc, film należy zaliczyć do kręgu udanych, blisko dwugodzinne rozmowy o Bogu i Jezusie męczą do tego stopnia, że „Cuda z nieba” przybierają formę tworu nieco infantylnego, godnego politowania - idealnie pasuje tu powiedzenie „co za dużo to niezdrowo”

- oferma = Kevin Beam - miał szczęście związać się z rozgarniętą kobietą, która swą determinacją uratowała życie ich córki Anny

- czy cuda faktycznie się zdarzają? (pozostawiam bez odpowiedzi)


Ocena recenzenta
OCENA
6.9


Bądź pierwszym, który skomentuje
 
Zostaw odpowiedź»