Blade Runner 2049

przez dn.20 października 2017
Do oglądania z:
 

(rodzicem) - nie

(mężczyzną) - tak

(dzieckiem) - nie

 

„Blade Runner 2046” to ciąg dalszy historii sprzed… 35 lat. Do łask powraca podstarzały Harrison Ford, który niespecjalnie musi wczuwać się w swoją role, bowiem wciela się w zniedołężniałego, zmęczonego życiem racjonalistę żyjącego w postapokaliptycznych warunkach. Dla miłego kontrastu zaangażowano Ryana Goslinga. On tym razem jest androidem, a zarazem łowcą androidów do złudzenia przypominającym człowieka z krwi i kości – taki postęp technologiczno-biologiczno-fizyczny z kolei zapewnił nam Niander Wallace (Jared Leto), którego oczkiem w głowie są narodziny kolejnych „dzieci”. Byle dalej, byle do przodu. Doprawdy esencja myślenia wizjonera…

Dlaczego mówię o tym filmie tak oschle? Przede wszystkim dlatego, że jest napompowany do granic możliwości. W każdych kolejnych minutach seansu ma się wrażenie, że ta bańka pęknie i zupełnie nic z niej nie zostanie. Dumanie, snucie hipotez, które ani nie jest wciągające, ani nic konkretnego fabularnie nie wnosi, prócz kolejnego dopompowywania już pełnego tworu. Ile tak można? Niemal trzy godziny – chodzenia, kucania, rozmów o byle czym. Bohaterowie są do bólu infantylni, mimo iż zajmują wysokie państwowe (?) stanowiska. Łatwo ich zapędzić w kozi róg, mimo że za nimi lata doświadczenia i trudnej egzystencji w nowym-starym świecie. Nie przewidują zagrożenia, łatwo poddają się emocjom, o których mówią, że nie istnieją. Są łatwowierni, naiwni i nieostrożni. Taka nieodpowiedzialność jest jak widać możliwa nawet w świecie doświadczonym przez globalny kataklizm. 
 

O czym?
W rzeczywistości rozmaitych interesów oficer K (Ryan Gosling) otrzymuje zadanie odnalezienia zaginionego przed laty dziecka. Zaginionego lub celowo skrzętnie ukrytego przed możliwymi zainteresowanymi. Gdy K małymi krokami będzie dochodził do prawdy, kolejno spotka na swojej drodze osoby, które zarówno będą służyły mu pomocną dłonią, jak i systematycznym rzucaniem kłód pod nogi. Czy K pozna prawdę o losie zaginionego dziecka? Czy odkryje jego tożsamość? Czy pomocny okaże się kontakt z Rickiem Deckardem? Czy te odkrycia znacząco wpłyną na społeczeństwo? Jak (być może) będzie wyglądał nasz świat za lekko ponad 30 lat?
 

Obejrzyj, przekonaj się. Przy tak skrajnych ocenach widzów, a jednocześnie tak dobrych opiniach krytyków filmowych, grzechem byłoby nie zobaczyć tej pozycji. 
Zachęcam. 

 


 

PLUSY

+ piękne zdjęcia
+ świetne efekty specjalne
+ postapokaliptyczny świat pełen odhumanizowanych istnień pozbawionych emocji
+ wizjonerstwo technologiczne
+ przeszkadzający i niezmienny Gosling idealnie odnajduje się w roli androida pozbawionego duszy

MINUSY

- nieadekwatna, męcząca, nieklimatyczna, ciężka muzyka, której autorem (aż trudno w to uwierzyć) jest Hans Zimmer
- Ryan Gosling, który (już) w każdym filmie sprawia wrażenie, jakby cierpiał na porażenie nerwów twarzy
- Harrison Ford, który wypowiada raptem kilka kwestii, a jakby się w nich nie odnajduje
- nonsens fabularny, stworzenie zawiłości, które nie maja sensu, a przez nie główna akcja ciągnie się w nieskończoność, bolesne kalki z innych produkcji sci-fi
- bohaterowie pozbawieni zaskoczeń - wszystkie informacje o nich i dla nich mamy podane na tacy - „patrz głupi widzu i wiedz, bo wszystko przecież Ci powiemy…"
- role kobiece zupełnie oderwane od filmowej rzeczywistości
- niestety wtórny Jared Leto
- na siłę pompatyczny

Ocena recenzenta
OCENA
6.3


Bądź pierwszym, który skomentuje
 
Zostaw odpowiedź»